Romantyczny festiwal w Loi Kratong w Chiang Mai

„Ci, co chcą się radować, radują się; ci, co chcą się śmiać, śmieją się”! Takie motto, zapisane już w XIII wieku wyznają mieszkańcy Tajlandii, których nieodłączną częścią życia są coroczne uroczystości i święta. Do jednego z nich należy niezwykły festiwal Loi Kratong, który odbywa się w listopadzie, na terenie całej Tajlandii.

W Chiang Mai natomiast, przybiera on nieco inną formę, a dokładnie karnawału, co czyni go jednocześnie, najbardziej widowiskowym świętem, w północnej części kraju. Dokładne miejsce obchodów, to rejon wyspy Rattanakosin na terenie Wielkiego Pałacu, na Sanam Luang oraz w obrębie drogi Khaosan.

Według głoszonych legend, święto to pochodzi z centralnej części Tajlandii z Sukothai, gdzie obchodzono je już 800 lat temu. Tak naprawdę, za dnia nie dzieje się tam nic wyjątkowego -dzieci i młodzież chodzą do szkoły, a dorośli do pracy, ale już wieczorem wszystko ulega zmianie. Ulice stają się tłoczne do tego stopnia, że ciężko jest przejść chodnikiem.

Loi Kratong obchodzone jest przez trzy kolejne noce. Podczas nich, uczestnicy puszczają na wody, zarówno rzek i jezior niewielkie łódki- „krathong”- wykonane z dysków ciętych z drzewa bananowca, które zawierają kadzidło, kwiaty, świece i pieniądze.

„Loi” natomiast przetłumaczyć można jako „pływające”, „unoszące się na wodzie”. To właśnie „khom loy”- wypełnionymi gorącym powietrzem, unoszącymi się i przywiązanymi do lampionów balonami, pokryte jest nocne niebo Chiang mai.

statki.jpg

Początek festiwalu zawsze ma miejsce w środku listopada, w pełni srebrnego globu, dwunastego księżycowego miesiąca roku. Jego data, jak wszystkie święta w Azji, wiąże się z cyklem prac polowych. Okres ten związany jest z zakończeniem kilkutygodniowej pracy, podczas której przygotowywane są nowe poletka ryżu.

puszczanie na wodzie lampionów.jpg

W przededniu złożenia pływającego wieńca na wodzie, Tajowie mają w zwyczaju modlić się w świątyniach przy posągu buddy, prosząc tym samym o pomyślny rok. Wierzą oni bowiem, iż poprzez wypuszczenie balonów i łodzi uwolnią się od pecha. Za sprawą festiwalu Loi Kratong, listopad staje się magicznym miesiącem w Tajlandii. Dryfujące bowiem, po wodach jezior i rzek, miliony świeczek i świateł, z całą pewnością stwarzają wyjątkową, romantyczną atmosferę.

Co więcej spektakl ten odbywa się nie tylko na wodzie. Okazuje się, że może on mieć miejsce także na ulicach, kiedy to w kolorowych paradach, udział biorą tysiące ludzi. Wtedy, podczas zabawy, niebo jest rozświetlane balonami zwanymi „kom fai”. Są one dosyć nietypowe, gdyż mają około metra wysokości i dzięki umieszczonemu wewnątrz palnikowi z parafiny, podgrzane powietrze wynosi świecącą latarnie wysoko do góry. Sztuka umieszczenia takiego balonu wysoko na niebie, nie należy jednak do najprostszych i wymaga doświadczenia. Balon „kom fai” bowiem, wykonany jest z przezroczystego, szorstkiego materiału, co sprawia, że w kontakcie z ogniem, może bardzo szybko ulec spaleniu. Jeśli natomiast, cały zabieg się powiedzie, „wiszące” na wysokości kilkuset metrów na niebie, latarnie sprawiają niesamowite wrażenie, przypominając prawdziwe, olbrzymie gwiazdy.

Jak łatwo sobie wyobrazić, cały spektakl musi być imponujący i niemożliwym jest, by ktokolwiek uczestnicząc w nim, pozostał obojętny na to, czego doświadczy. Romantyczną atmosferę może zachwiać jedynie, huk rakiet , czy rac, wypuszczanych przez młodzież, a które pozostają nieodłącznym elementem festiwalu.

D. K.

Stronicowanie:
Lubię
0.0 / 10  (0 ocen)
Komentarze (0)
Skomentuj

Nie masz jeszcze konta?

Załóż je szybko, za darmo


REKLAMA